Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty

3 grudnia 2014

Srebrne gwiazdki

Witajcie :)

Tak jak obiecałam, w tym miesiącu chciałabym postawić na zdobienia świąteczno-sylwestrowe, które mam nadzieję, będą mogły stać się dla Was inspiracją na zbliżające się Święta :) Pojawią się więc czerwienie, zielenie, niebieskości, biel, a także srebro i złoto - bardzo klasyczny, choć jak się okazuje, nie niezastąpiony element tych zdobień :) Nie wykluczam jednak, że spróbuję także innych, nietypowych dla świąt połączeń - kto wie ;)

Zacznę od połączenia prostego i wydaje się, że dość banalnego. Srebro - pasuje niemal do wszystkiego, a z granatem prezentuje się wyjątkowo elegancko :) Bazą zdobienia jest recenzowany wczoraj KOBO #51 endless ocean. Na początku zmieniłam jego wykończenie, dzięki topowi matującemu od My Secret, a następnie na dwóch paznokciach domalowałam coś na kształt gwiazdy (piszę "coś na kształt", ponieważ mogłaby być bardziej perfekcyjna, a jej ramiona ostrzej wykończone, co jednak bez taśmy, odręcznie, nie do końca się udało przez gęstość i fakturę lakieru :)) Srebrne akcenty to zasługa Rimmel Space Dust, który polubiłam na tyle, że jest już na wyczerpaniu :) Połączenie kolorystyczne wraz z takim połączeniem wykończeń bardzo przypadło mi go gustu :)




 Wystarczy, czy dodałybyście coś jeszcze do tego zdobienia? :)

"Z pazurkiem" na Facebooku - można polubić ;)
                        

Pozdrawiam,
PODPIS

3 lipca 2014

Grey triangles

Witajcie :) 

Jak nie praca, to przeziębienie... zawsze coś stanie na drodze temu, żeby napisać posta ;) Dziś mam dla Was zdobienie, do którego przymierzałam się już dłuższy czas - połączenie siwych/szarych odcieni z kolorem żółtym. Wiele razy widziałam podobnego typu zdobienia, często także z wykorzystaniem neonów i zawsze bardzo mi się podobały. Swoje zdobienie wykonałam na recenzowanym ostatnio Touch of the sun od Sensique. Siwy - Paese nr 306, szary - Sensique nr 178 Gray Mist, srebro - Rimmel Space Dust 3232 (jedyny numerek jaki znalazłam na buteleczce;)). Trójkąty malowane odręcznie.



I jak Wam się podoba? :)

Zapraszam do polubienia "Z pazurkiem" na Facebooku :)
                        

Pozdrawiam,
PODPIS

12 września 2013

Kolorowy wodospad

Witajcie :)

Jesień już chyba coraz bliżej, ponieważ za oknami od trzech dni leje u mnie deszcz :) Dlatego też postanowiłam w końcu wypróbować "deszczowe" zdobienie, które od pewnego czasu podziwiam na blogu The Nailasaurus. Jego autorka robiła je już w kilku wariantach kolorystycznych, jednak na mnie największe wrażenie zrobiło zdobienie "tęczowe". Oto moje zdobienie inspirowane :)

Bazą kolorowego wodospadu jest Avon Vanilla shake. Kolor cudowny, wymarzony, w jednym z moich ulubionych odcieni. Niestety jednocześnie bardzo słabo kryjący... Myślę, że nadawałby się raczej jako wykończenie frencha, jednak ja postanowiłam się uprzeć i pięcioma cienkimi warstwami otrzymałam prawie zupełne krycie ;) Na szczęście dzięki wysuszaczowi dość szybko zasechł :) Szkoda, bo z pewnością na stałe zagościłby w moich zdobieniach :) Kolorowe paski to zasługa 11 lakierów (od małego kolejno: czerwony Bourjois So Laque Glossy 02 Prepp'hibiscus, różowy beznumerkowy Lemax, pomarańczowy Enjoy nr 13, żółty beznumerkowy lakier Alle Paznokcie, miętowy Bourjois So Laque Glossy 04 Amande defile, zielony bazarkowy Mollon nr 48, błękitny Bourjois So Laque Glossy 06 Adora-bleu, granatowy Alle Paznokcie nr 23, śliwkowy Sally Hansen Insta-Dri Purple Bolt, fioletowy Vipera Creation nr 20 oraz liliowy Rimmel  60 seconds nr 620 How do you lilac it?) Ale się tego uzbierało...;)




Jak wam się podoba?

Zapraszam do polubienia "Z pazurkiem" na Facebooku :)


Pozdrawiam,
PODPIS

30 listopada 2012

Pierwsze spotkanie z fimo i Poshé

Od długiego czasu podziwiam wpisy wielu z Was, które używają rozsławionego już topcoatu Poshé. Moim zdaniem jest on tak pięknym wykończeniem dla paznokci, że można się nawet pokusić o porównanie go do pazurków pokrytych żelem lub hybrydą. Sama się więc w końcu na niego zdecydowałam po tym, jak każdy kolejny top nie spełniał do końca moich oczekiwań.


Poshé kupiłam w hurtowni http://alphanailstylist.pl/. Kosztował tam zaledwie 22,39zł, ponieważ od dłuższego czasu jest w promocji. Stwierdziłam więc, że naprawdę warto skorzystać :) Zamówienie złożyłam w środę późnym wieczorem (w sumie chyba już była noc), a już dziś rano kurier przyniósł paczkę. Czas realizacji był więc ekspresowy! :) Do tego zamówiłam sobie jeszcze trzy długie pędzle do zdobień. Mam nadzieję, że się sprawdzą.

Na początek kilka słów od producenta z ulotki dołączonej do przesyłki:
Fast Drying Topcoat Poshé - Ten rewolucyjny produkt, szybkoschnący Topcoat z formułą wysychania w 5 minut, zapewnia wysoki połysk oraz perfekcyjne wykończenie Twojego manicure. Niezwykły połysk i brak kurczenia się tego Topcoatu powoduje, iż jest on jednym z najlepszych Topcoatów dostępnych w tej branży.

Wiem, że opinia o produkcie po jego pierwszym użyciu może wydawać się zabawna, ale jestem nim po prostu oczarowana! Poshé zamknięty jest w 14ml buteleczce, jest więc dość duży objętościowo. Nie sądzę jednak, żeby wystarczył mi na długi czas, bo po pierwszej próbie stwierdziłam, że już się z nim nie rozstanę :p Jak zapewnia producent preparat pozbawiony jest toluenu i formaldehydów (o których pisałam już przy okazji recenzji lakierów Hean) a także DBP, czyli ftalanu dibutylu, który szczególnie często używany jest w preparatach do czyszczenia paznokci. Jak informuje ciocia Wikipedia: Używanie tej substancji w kosmetykach, włączając w to płyny do zmywania paznokci zostało zakazane na terenie Unii Europejskiej dyrektywą 76/768/EEC 1976. Dodatkowo Poshé posiada formułę nieżółknącą, a wszystkie te informacje, poza stroną internetową i ulotkami, można znaleźć także na buteleczce.


Poshé, który z pozoru wygląda jak zwyczajny bezbarwny lakier ma jednak nieco inną konsystencję niż pozostałe topcoaty. Jest od nich nieco gęstszy. Być może to sprawia także wrażenie grubszej, bardziej lśniącej i gładkiej powłoki. Zgodnie z zaleceniem powinnyśmy nakładać go na jeszcze niewyschnięty lakier, ponieważ ma on powodować przyspieszenie jego schnięcia. Tak też zrobiłam. Ważne, że top nie rozmazał lakieru, a pędzelek nadal pozostał czysty. I tu także, ku mojemu zaskoczeniu, pierwszy raz spotkałam się z superszybkim działaniem! Przez pewien czas starałam się nic nie robić rękoma, przyzwyczajona do mokrego lakieru, aż tu nagle okazuje się, że paznokieć po ok.3 minutach jest już twardy jak skała, a błyszczy się tak nie dlatego, że jest mokry, ale dlatego, że tak po prostu ma :p Nie zauważyłam też, aby kurczył się na paznokciach.

Dodatkowym jego atutem jest fakt, że idealnie nadaje się do ozdób. Po raz pierwszy zdecydowałam się więc dziś na fimo, gdyż wyczytałam, że bardzo dobrze rozumieją się z Poshé. Nie zawiodłam się. Topcoat idealnie przykrył fimowe kwiatki do tego stopnia, że przy dotyku prawie w ogóle ich nie czuć. Dodam, że zanim nałożyłam kwiatki, pokryłam paznokcie jeszcze jedną warstwą lakieru, aby miały się do czego przykleić :) Do tego Poshé ma bardzo wygodny, wąski pędzelek, który pozwala na dotarcie do każdego zakamarka paznokcia, co jest bardzo ważne przy tego rodzaju topcoacie, gdyż fragmenty niedomalowane trochę rzucają się w oczy ze względu na ten błysk :) To chyba wszystko, co miałabym do powiedzenia, więc na koniec kilka zdjęć mojego pierwszego fimo na recenzowanym wcześniej lakierze Rimmel 840 Blue eyed girl, pokrytym Poshé.



Wydaje mi się, że Poshé nie należy nawet porównywać z innymi, szybkoschnącymi preparatami, które nakłada się np. w formie olejku na paznokcie. Ja spotkałam się raczej tylko z takimi, które udają, że wysuszają, bowiem pozornie lakier jest zaschnięty, lecz bez problemu można na im jeszcze odbić linie papilarne. Poshé wysusza cały lakier tak, że już po ok.3 minutach można go dotykać (choć zależy to zapewne także od bazowego lakieru). Od dziś jest dla mnie idealnym rozwiązaniem na szybkie malowanie paznokci przed snem, albo przed porannym wyjściem na uczelnię :) Gorąco polecam!

Pozdrawiam,

Justine

Rimmel 840 Blue Eyed Girl

Wiele razy w swoich zdobieniach używałam pięknego liliowego koloru z Rimmela o wdzięcznej nazwie How do you lilac it? Był to w zasadzie jedyny egzemplarz jaki posiadałam z tej kolekcji. Byłam i nadal jestem z niego bardzo zadowolona, więc kiedy w Rossmannach szalała promocja -40% postanowiłam skusić się na inny numerek. Tak więc za 6zł wpadł w moje ręce numer 840, czyli Blue eyed girl.






Blue eyed girl to mój kolejny ulubieniec. Tym, czym zachwyca najbardziej, poza pięknym, żywym, niebieskim kolorem, jest świetne krycie. Już po pierwszym pociągnięciu, o ile zrobimy to starannie, zapewnia prawie idealne pokrycie płytki. Myślę, że szczególnie na krótkich pazurkach wystarczy jedna warstwa. Ja nałożyłam dwie z obawy przed ewentualnymi prześwitami na wolnym brzegu :) Bardzo ładnie się błyszczy. Na moich zdjęciach bez topa, a i tak wygląda zadowalająco. Żeby jednak przedłużyć jego trwałość i nie narażać się na wytarte końcówki kolejnego dnia, warto nałożyć top. Z pewnością zabezpieczy to także książki i inne dokumenty, z którymi mamy do czynienia. Ja trochę ich porysowałam :p W tej kolekcji Rimmela przeszkadza mi jednak bardzo szeroki pędzel. Z założenia ma on jak najszybciej pokryć płytkę, ze względu na to, że wysycha w 60 sekund, ale wydaje mi się, że wystarczyłby zwyczajny, wąski pędzelek. W końcu który lakier wysycha dobrze w minutę...? Malowanie zakończyłam więc z zalanymi skórkami, bo nie mogłam dokładnie trafić w każdy zakamarek.
Pomimo tego, że pędzel jest dla mnie dużym minusem, zdecydowanie polecam wam ten kolor. Nawet bez zniżki można dostać go w przystępnej cenie 9,99zł w niemal każdym Rossmannie :)

Pozdrawiam,

Justine

5 października 2012

Fioletowe duo, czyli wieczór z Przyjaciółką :)

Z moją Przyjaciółką Agatą znam się... od przedszkola. Teraz obie jesteśmy na ostatnim roku studiów. Nie wiem więc jak to mogło się stać, że malowałam jej paznokcie tylko raz! Swoje studniówkowe pazurki, na które mozolnie naklejałam cekiny, wspomina do dziś ;) Dzisiejszego popołudnia nie odpuściłam i oto wynik "drugiego malowania":



Na lakierze bazowym, czyli moim ulubionym How do you lilac it? z Rimmela, wykonałam cieniowanie fioletową Viperą nr 20. Tym samym kolorkiem namalowałam "zakrętasy". Na samym środku, mało jednak widoczny, cekinek :)


Musicie wiedzieć, że nie było łatwo ze względu na to, że Agata ma bardzo małą płytkę. Mój mały paznokieć niewiele różni się od jej wskazującego czy środkowego :) Niemniej jednak z początkowego zniechęcenia (niezbyt podobał mi się dobór kolorów) wyszło ostatecznie takie dość ciekawe "fioletowe duo" :) Mam nadzieję, że uda nam się częściej spotykać i wymyślać coś nowego :)

Pozdrawiam,

Justine

21 września 2012

Liliowo-miętowy gradient

Kilka dni temu na Facebooku przeczytałam rozmowę dwóch koleżanek na temat rozsławionego ostatnio "ombre". Jedna z nich wymarzyła sobie cieniowanie różowo-miętowe, więc postanowiłam spróbować jak taka kompilacja prezentowałaby się na pazurkach ;) Mój lakier bazowy nie jest co prawda różowy, gdyż wydaje mi się, że delikatny liliowy lepiej komponuje się z miętą niż jakiś dziki róż, który posiadam (a odcieni różowych u mnie niestety deficyt;p) Oto co mi wyszło (Z góry przepraszam za niezbyt dobrą jakość zdjęć. Mam nadzieję, że niedługo odzyskam lepszy aparat;)):



Cieniowanie wykonane dwoma lakierami z listy moich ulubieńców: Rimmel 60 seconds nr 620 How do you lilac it? oraz Flormar Pretty nr P22. Całość pokryta "teoretycznie" matującym topem z Pierre Rene (Matt Finish), który w rzeczywistości nadaje paznokciom raczej "satynowe" wykończenie :)


Myślę, że pazurki prezentowałyby się też fajnie z jakimś wzorkiem lub stemplem, ale niestety nie miałam więcej czasu, by wszystko dopieścić:) Czujecie się przekonane do takiego połączenia kolorów? :)

Pozdrawiam,

Justine

17 sierpnia 2012

London Look!

Jakiś czas temu Rimmel ogłosił na Facebooku konkurs na manicure w stylu London Look. Odkładałam wzięcie w nim udziału, aż w końcu wczoraj przypomniała mi o nim koleżanka. Postanowiłam, że najpierw wykonam manicure, a potem wezmę udział w konkursie. Mając już pomysł w głowie szybko ucięłam rozmowę z koleżanką i... nie odczytałam jej ostatniej wiadomości, że manicure trzeba wykonać za pomocą aplikacji, tak... wirtualnie;p Oczywiście informację odczytałam już po pomalowaniu pazurków, więc postanowiłam podzielić się moim mani z Wami właśnie tutaj, skoro na konkurs się nie nadaje ;)

(zdjęcie wieczorne z lampą...)

(...i poranne bez lampy;p)

Na samym początku paznokcie pokryłam odżywką Eveline 8w1, która od pewnego czasu zastępuje mi bazę. Następnie pomalowałam je dwukrotnie białym lakierem Simple Beauty mini nr 234 i pędzlem domalowałam czerwoną i niebieską (może raczej turkusową;)) część. Wykorzystałam do tego moją ulubioną czerwień z Maybelline mini Colorama o numerze 15 Candy Apple, na którą nałożyłam lakier Sensique Fantasy glitter nr 213 Frozen Berries. Kolor turkusowy to lakier firmy Avon sequined turquoise. Granicę między kolorami postanowiłam uwypuklić czarną linią (Miss Sporty nr 080), jednak później stwierdziłam, że z powodzeniem mogłoby jej nie być ;) Kolorystycznie chciałam nawiązać do flagi UK, jednak ze względu na to, że część lakierów jest daleko ode mnie nie miałam pod ręką ciemnoniebieskiego, który zapewne wyglądałby lepiej. Efekt jest jednak dość fajny. Na palcu serdecznym domalowałam logo Rimmela (oczywiście mazakiem do płyt, który umożliwił mi większą precyzję), a całość "wzbogaciłam" jeszcze kolorowymi cyrkoniami i pokryłam topem :)


Pozdrawiam,

Justine

31 maja 2012

Liliowa łąka

Dziś postanowiłam pokazać wam bardzo prosty sposób na ozdobienie swoich pazurków. Prosty, ale bardzo efektowny.



Na początku paznokcie pokrywam lakierem bazowym. W moim przypadku jest to Rimmel 60 seconds o numerku 620 i wdzięcznej nazwie How do you lilac it? :) Kiedy kupiłam go kilka tygodni temu sprawiał mi trochę trudności, ze względu na szeroki pędzelek, który ma ułatwiać szybkie nakładanie lakieru, gdyż schnie on, tak jak w nazwie, minutę. Nie jest to dla mnie zbyt wygodne rozwiązanie, jednak do wszystkiego można się przyzwyczaić. Pocieszające jest to, że nawet jeśli na początku zostawia smugi, to schnąc wszystko się ładnie wyrównuje. Kolor jest piękny nawet po pierwszej warstwie. Wyschnięte pazurki zdobię kolejno "kropeczkami" w różnych odcieniach fioletu/różu. Wykorzystałam do tego lakiery z Vipery z kolekcji Creation o numerach 20 i 23 oraz zakupiony "na jeden raz" tani lakier za 3zł (Lemax Colour). Osobiście uwielbiam lakiery z Vipery. Mają bardzo szeroką i ciekawą gamę kolorów. Większość posiada minidrobinki, dzięki czemu paznokcie pięknie błyszczą. Cena jest również przystępna, a na dodatek okazało się, że mogę je dostać także w małej drogerii niedaleko domu :) Czego chcieć więcej?


Powodzenia,

Justine

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Udostępnij: