Chcąc wzbogacić i urozmaicić moją paletę czerwieni postanowiłam skusić się na lakier Maybelline z kolekcji my Varnish o numerku 265. Wyglądał dość zachęcająco m.in dzięki brokatowi, który sprawiał wrażenie mało nachalnego, a jednocześnie nadawał pięknego połysku. Próbowałam zrobić mu jak najlepsze zdjęcie, a to poniżej, po lekkiej obróbce, chyba najlepiej odwzorowuje to, o czym piszę ;)
Niestety, o ile drobinki wyglądają ładnie, o tyle kolor lakieru nie do końca mi się spodobał. Jak widać na zdjęciu jest on w odcieniu czerwonym z zabarwieniem różowego, co w ostateczności daje kolor trudny do zinterpretowania. Taki jasny buraczkowy ;) Może po trzech warstwach byłby ciemniejszy. Wiele do życzenia pozostawia też samo krycie, bowiem nawet po dwóch warstwach oglądając paznokcie "pod światło" widać prześwity. Nie wdając się jednak w szczegóły z daleka wygląda w porządku ;) Niekoniecznie podoba mi się także konsystencja, która jest dość rzadka i przy mniejszej ostrożności może doprowadzić do zalania skórek. Plusem może być to, że lakier stosunkowo szybko schnie i ładnie błyszczy. Warto jednak dodatkowo pokryć go top coatem, już nie tylko dlatego, aby przedłużyć trwałość, ale też dla wydobycia głębi koloru i wyrównania lekko chropowatej powierzchni. Na pazurkach prezentuje się tak (bez top coatu):
Być może niektórym kolor przypadnie do gustu, jednak ja po recenzowanej już przeze mnie wcześniej mini Coloramie (klik) spodziewałam się czegoś więcej :)
A Wam jak się podoba?
Justine
24 czerwca 2012
21 czerwca 2012
Stempelkowe motylki / Vipera Belcanto nr 108
Dziś postawiłam pierwsze kroki ze stempelkami Essence, które niedawno kupiłam (pisałam o nich tu: klik). Całe szczęście, że nie zraziłam się na samym początku, bo łatwo nie było :) Podstawowym problemem okazał się oczywiście lakier do stempli, którego niestety nie kupiłam ze względu na wybrakowaną kolorystykę ;) Próbowałam więc i próbowałam ze zwykłymi lakierami, z których większość się zwyczajnie nie nadawała. Dziś sięgnęłam po biały lakier z Vipery Creation nr 04 i okazał się nie najgorszy. Oto efekty:
Podstawę stanowi lakier Vipera Belcanto nr 108. To chyba jeden z moich ulubionych kolorów nie tylko ze względu na śpiewną nazwę :) Na zdjęciach próbuje podszyć się pod jakiś zwyczajny niebieski lub błękit, podczas gdy w rzeczywistości jest czymś pomiędzy kolorem niebieskim, a fioletem. Chyba najbliżej mu do chabrowego :) Uwielbiam go tez za to, że bardzo długo utrzymuje się na paznokciach. Gdy ostatnio do używałam, pazurki zmyłam po tygodniu prawie bez skazy tylko dlatego, że chciałam zmiany :) Na pewno pomógł mu top coat, ale nawet z nim inne lakiery czasami trzymają tylko dwa dni. Belcanto ma też dość długi, lecz wygodny pędzelek, zapewne ze względu na stosunkowo wysoką buteleczkę. W drogerii zapłaciłam za niego ok. 10zł, co wydaje mi się przyzwoitą ceną jak na 11ml :)
Jak się okazało, Vipera nie zawodzi, więc stemple z wykorzystaniem białego lakieru też wyszły przyzwoicie. Wszelkie niedociągnięcia to zapewne zwyczajny brak wprawy :) Dodam tylko, że płytka nie pochodzi z zestawu Essence, lecz z innego, zakupionego za grosze w drogerii Stars. W nim też znalazłam fajną, całkowicie plastikową zdrapkę, która nie rysuje blaszek. Motylki ozdobiłam kilkoma kropeczkami i srebrnymi diamencikami, które niestety zawsze tracą blask pod wpływem top coatu. Ogólny efekt jest jednak zadowalający i mam nadzieję, że to dopiero początek przygody ze stemplami :)
A oto sprawcy całego zamieszania:
Justine
PS. Swoją drogą idealnie się złożyło, bo 21 czerwca to święto muzyki :) Belcanto pasuje w sam raz! :)
Podstawę stanowi lakier Vipera Belcanto nr 108. To chyba jeden z moich ulubionych kolorów nie tylko ze względu na śpiewną nazwę :) Na zdjęciach próbuje podszyć się pod jakiś zwyczajny niebieski lub błękit, podczas gdy w rzeczywistości jest czymś pomiędzy kolorem niebieskim, a fioletem. Chyba najbliżej mu do chabrowego :) Uwielbiam go tez za to, że bardzo długo utrzymuje się na paznokciach. Gdy ostatnio do używałam, pazurki zmyłam po tygodniu prawie bez skazy tylko dlatego, że chciałam zmiany :) Na pewno pomógł mu top coat, ale nawet z nim inne lakiery czasami trzymają tylko dwa dni. Belcanto ma też dość długi, lecz wygodny pędzelek, zapewne ze względu na stosunkowo wysoką buteleczkę. W drogerii zapłaciłam za niego ok. 10zł, co wydaje mi się przyzwoitą ceną jak na 11ml :)
Jak się okazało, Vipera nie zawodzi, więc stemple z wykorzystaniem białego lakieru też wyszły przyzwoicie. Wszelkie niedociągnięcia to zapewne zwyczajny brak wprawy :) Dodam tylko, że płytka nie pochodzi z zestawu Essence, lecz z innego, zakupionego za grosze w drogerii Stars. W nim też znalazłam fajną, całkowicie plastikową zdrapkę, która nie rysuje blaszek. Motylki ozdobiłam kilkoma kropeczkami i srebrnymi diamencikami, które niestety zawsze tracą blask pod wpływem top coatu. Ogólny efekt jest jednak zadowalający i mam nadzieję, że to dopiero początek przygody ze stemplami :)
A oto sprawcy całego zamieszania:
Justine
PS. Swoją drogą idealnie się złożyło, bo 21 czerwca to święto muzyki :) Belcanto pasuje w sam raz! :)
19 czerwca 2012
Neonowy zawrót głowy!
Od 15 czerwca na portalu pomaderia.pl trwa konkurs na wystrzałowy, kolorowy, neonowy makijaż. W ciągu 10 dni można nadsyłać swoje propozycje makijażowe dowolnej części ciała, więc... czemu nie pazurki! :) Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest także umieszczenie na zdjęciu karteczki z napisem "pomaderia". Już z samego rana postanowiłam pobiec do drogerii i kupić jakieś neonowe kolorki :) Oto co stworzyłam:
Na każdy z paznokci na początku nałożyłam kolorowy lakier: brzoskwiniowy - Essence Marble mania nr 04 Peaches, zielony - Ingrid Ice cube nr 404, łososiowy - Wibo Express growth (Trends nude) nr 350, żółty - Vipera Creation nr 40. Na kciuku, którego niestety nie widać w całej okazałości, wykorzystałam błękit z Safari, bądź Da Vinci, którego numerku nie potrafię już odczytać:) Następnie wszystko pokryłam matowym topem z Pierre Rene (który swoją drogą nie spełnia do końca moich oczekiwań:) ). Końcówki pokryłam neonowymi kolorkami z Miss Selene nr 213 i 161 (pomarańczowy i różowy) i Classics Charming (Golden Rose) nr 54 i 55 (zielony i żółty) oraz granatowym lakierem na kciuku pasującym do błękitu. Małe "neonowe buteleczki" za 2,5zł-3zł z pewnością mi wystarczą, gdyż nie przepadam za tego typu odcieniami, a kupiłam je tylko ze względu na konkurs:) Ostateczny efekt wzbogacają jeszcze kolorowe diamenciki, które jakiś czas temu zakupiłam na allegro.
Rezultat, choć nie pokusiłabym się na tak odważny i kolorowy manicure np. na uczelnię, bardzo mi się podoba :) Mam nadzieję, że przybliży mnie też choć trochę do podium, bo do wygrania jest zestaw lakierów ORLY Feel the Vibe (kolory: Beach Cruiser, Skinny Dip, Melt Your Popsicle, Glowstick), który możecie zobaczyć tu: klik oraz zestaw pielęgnacyjny do paznokci ORLY Treatment Trio Kit (preparaty: Primetime, Bonder i Polishield), taki jak tu: klik. Konkurs trwa do 25 czerwca, więc jeśli macie ochotę wziąć w nim udział, wystarczy wejść na stronę pomaderia.pl. :)
A co Wy o nim sądzicie? :)
Justine
PS. Trzymajcie kciuki! :)
Na każdy z paznokci na początku nałożyłam kolorowy lakier: brzoskwiniowy - Essence Marble mania nr 04 Peaches, zielony - Ingrid Ice cube nr 404, łososiowy - Wibo Express growth (Trends nude) nr 350, żółty - Vipera Creation nr 40. Na kciuku, którego niestety nie widać w całej okazałości, wykorzystałam błękit z Safari, bądź Da Vinci, którego numerku nie potrafię już odczytać:) Następnie wszystko pokryłam matowym topem z Pierre Rene (który swoją drogą nie spełnia do końca moich oczekiwań:) ). Końcówki pokryłam neonowymi kolorkami z Miss Selene nr 213 i 161 (pomarańczowy i różowy) i Classics Charming (Golden Rose) nr 54 i 55 (zielony i żółty) oraz granatowym lakierem na kciuku pasującym do błękitu. Małe "neonowe buteleczki" za 2,5zł-3zł z pewnością mi wystarczą, gdyż nie przepadam za tego typu odcieniami, a kupiłam je tylko ze względu na konkurs:) Ostateczny efekt wzbogacają jeszcze kolorowe diamenciki, które jakiś czas temu zakupiłam na allegro.
Rezultat, choć nie pokusiłabym się na tak odważny i kolorowy manicure np. na uczelnię, bardzo mi się podoba :) Mam nadzieję, że przybliży mnie też choć trochę do podium, bo do wygrania jest zestaw lakierów ORLY Feel the Vibe (kolory: Beach Cruiser, Skinny Dip, Melt Your Popsicle, Glowstick), który możecie zobaczyć tu: klik oraz zestaw pielęgnacyjny do paznokci ORLY Treatment Trio Kit (preparaty: Primetime, Bonder i Polishield), taki jak tu: klik. Konkurs trwa do 25 czerwca, więc jeśli macie ochotę wziąć w nim udział, wystarczy wejść na stronę pomaderia.pl. :)
A co Wy o nim sądzicie? :)
Justine
PS. Trzymajcie kciuki! :)
6 czerwca 2012
Essence nail art: stampy set / stampy designs
Udało się! Po długich poszukiwaniach stempelkowego zestawu z Essence, o którym tak dużo czytałam w Internecie, w końcu znalazł się w moich zbiorach :) Niestety nie jest dostępny w każdej Naturze, a dziś akurat przypomniało mi się o jeszcze jednym punkcie w mieście. Tam też na mnie czekał :) Opinie krążą dobre, więc postanowiłam się skusić.
Ze względu na to, że kosztował niewiele (13,99zł w Naturze) postanowiłam od razu dokupić dodatkową płytkę, ponieważ ta z zestawu nie za bardzo mi odpowiadała. Akurat nie miałam zbyt dużego wyboru, więc postanowiłam zdecydować się na motywy na cały paznokieć:
Na zdjęciu płytka wygląda jakby była zarysowana, w rzeczywistości pokryta jest jednak cieniutką folią, prawie niewidoczną, gdyby nie boczne napisy. W ostateczności na dwóch płytkach znaleźć można 14 wzorków. Nie są one dokładnie tym, czego szukałam, ale mam nadzieję, że wszystko jeszcze przede mną ;)
W zestawie znajduje się, co oczywiste, stempelek i "zdrapka". O ile zestaw jest ogólnie chwalony niemal na każdym forum i blogu, o tyle negatywne opinie krążą o samej "zdrapce".
Postanowiłam jednak sprawdzić sama. Już za pierwszym pociągnięciem płytka wyglądała mniej więcej tak:
Niestety "zdrapka" bardzo ją rysuje, dlatego też warto, jak podpowiada wiele Stempelkowiczek, korzystać ze zwykłej, niepotrzebnej karty bankomatowej lub innej tego rodzaju. Nasza płytka na pewno pozostanie bez skazy :)
I ostatnia sprawa - lakiery. Essence oferuje specjalne lakiery do wykonywania stempli, jednak dziś udało mi się odnaleźć tylko srebrny. Braki w asortymencie :) Nie zdecydowałam się na jego kupno, bo narazie poluję na tradycyjne kolorki, głównie czarny. Panie w drogeriach upierały się natomiast, że zestaw nie wymaga specjalnych lakierów. Spróbowałam więc z tymi "zwykłymi". Udało się tylko z jednym, czarnym, już dość gęstym. Inne się do tego zwyczajnie nie nadają. Lakiery muszą być więc przede wszystkim gęste i dobrze kryjące. Dlatego też czekam na dostawę w drogerii i być może już niedługo uda mi się pokazać Wam moje postępy w stempelkowaniu :)
Pozdrawiam,
Justine
Ze względu na to, że kosztował niewiele (13,99zł w Naturze) postanowiłam od razu dokupić dodatkową płytkę, ponieważ ta z zestawu nie za bardzo mi odpowiadała. Akurat nie miałam zbyt dużego wyboru, więc postanowiłam zdecydować się na motywy na cały paznokieć:
Na zdjęciu płytka wygląda jakby była zarysowana, w rzeczywistości pokryta jest jednak cieniutką folią, prawie niewidoczną, gdyby nie boczne napisy. W ostateczności na dwóch płytkach znaleźć można 14 wzorków. Nie są one dokładnie tym, czego szukałam, ale mam nadzieję, że wszystko jeszcze przede mną ;)
W zestawie znajduje się, co oczywiste, stempelek i "zdrapka". O ile zestaw jest ogólnie chwalony niemal na każdym forum i blogu, o tyle negatywne opinie krążą o samej "zdrapce".
Postanowiłam jednak sprawdzić sama. Już za pierwszym pociągnięciem płytka wyglądała mniej więcej tak:
Niestety "zdrapka" bardzo ją rysuje, dlatego też warto, jak podpowiada wiele Stempelkowiczek, korzystać ze zwykłej, niepotrzebnej karty bankomatowej lub innej tego rodzaju. Nasza płytka na pewno pozostanie bez skazy :)
I ostatnia sprawa - lakiery. Essence oferuje specjalne lakiery do wykonywania stempli, jednak dziś udało mi się odnaleźć tylko srebrny. Braki w asortymencie :) Nie zdecydowałam się na jego kupno, bo narazie poluję na tradycyjne kolorki, głównie czarny. Panie w drogeriach upierały się natomiast, że zestaw nie wymaga specjalnych lakierów. Spróbowałam więc z tymi "zwykłymi". Udało się tylko z jednym, czarnym, już dość gęstym. Inne się do tego zwyczajnie nie nadają. Lakiery muszą być więc przede wszystkim gęste i dobrze kryjące. Dlatego też czekam na dostawę w drogerii i być może już niedługo uda mi się pokazać Wam moje postępy w stempelkowaniu :)
Pozdrawiam,
Justine
31 maja 2012
Maybelline New York: mini Colorama - Candy Apple
Czy Tobie też zdarzyło się szukać klasycznej, pięknej, krwistej czerwieni? Jeśli tak, to Candy Apple z kolekcji mini Colorama z pewnością będzie Ci odpowiadał! Pomimo tego, że na stronie Maybelline odcień ten przedstawiony jest jako bardzo jasny róż, dla mnie to chyba najlepszy odcień "prawdziwej" czerwieni, z którymi dotychczas się zetknęłam :)
Zdecydowanie duży plus należy mu się za to, że ma bardzo głęboki kolor. Przy odrobinie wysiłku i staranności już jedna warstwa może okazać się wystarczająca. Bardzo dobrze rozprowadza się po płytce i ma wygody pędzelek, dzięki czemu nie pozostawia smug. Po wykorzystaniu ok. połowy buteleczki zaczyna niestety gęstnieć przy dłuższym używaniu, np. gdy nakłada się kolejne warstwy. Ale cóż... takie uroki każdego lakieru :) Poniżej Candy Apple z naklejkami na stopach :)
Gorąco polecam!
Justine
Zdecydowanie duży plus należy mu się za to, że ma bardzo głęboki kolor. Przy odrobinie wysiłku i staranności już jedna warstwa może okazać się wystarczająca. Bardzo dobrze rozprowadza się po płytce i ma wygody pędzelek, dzięki czemu nie pozostawia smug. Po wykorzystaniu ok. połowy buteleczki zaczyna niestety gęstnieć przy dłuższym używaniu, np. gdy nakłada się kolejne warstwy. Ale cóż... takie uroki każdego lakieru :) Poniżej Candy Apple z naklejkami na stopach :)
Gorąco polecam!
Justine
Liliowa łąka
Dziś postanowiłam pokazać wam bardzo prosty sposób na ozdobienie swoich pazurków. Prosty, ale bardzo efektowny.
Na początku paznokcie pokrywam lakierem bazowym. W moim przypadku jest to Rimmel 60 seconds o numerku 620 i wdzięcznej nazwie How do you lilac it? :) Kiedy kupiłam go kilka tygodni temu sprawiał mi trochę trudności, ze względu na szeroki pędzelek, który ma ułatwiać szybkie nakładanie lakieru, gdyż schnie on, tak jak w nazwie, minutę. Nie jest to dla mnie zbyt wygodne rozwiązanie, jednak do wszystkiego można się przyzwyczaić. Pocieszające jest to, że nawet jeśli na początku zostawia smugi, to schnąc wszystko się ładnie wyrównuje. Kolor jest piękny nawet po pierwszej warstwie. Wyschnięte pazurki zdobię kolejno "kropeczkami" w różnych odcieniach fioletu/różu. Wykorzystałam do tego lakiery z Vipery z kolekcji Creation o numerach 20 i 23 oraz zakupiony "na jeden raz" tani lakier za 3zł (Lemax Colour). Osobiście uwielbiam lakiery z Vipery. Mają bardzo szeroką i ciekawą gamę kolorów. Większość posiada minidrobinki, dzięki czemu paznokcie pięknie błyszczą. Cena jest również przystępna, a na dodatek okazało się, że mogę je dostać także w małej drogerii niedaleko domu :) Czego chcieć więcej?
Powodzenia,
Justine
Na początku paznokcie pokrywam lakierem bazowym. W moim przypadku jest to Rimmel 60 seconds o numerku 620 i wdzięcznej nazwie How do you lilac it? :) Kiedy kupiłam go kilka tygodni temu sprawiał mi trochę trudności, ze względu na szeroki pędzelek, który ma ułatwiać szybkie nakładanie lakieru, gdyż schnie on, tak jak w nazwie, minutę. Nie jest to dla mnie zbyt wygodne rozwiązanie, jednak do wszystkiego można się przyzwyczaić. Pocieszające jest to, że nawet jeśli na początku zostawia smugi, to schnąc wszystko się ładnie wyrównuje. Kolor jest piękny nawet po pierwszej warstwie. Wyschnięte pazurki zdobię kolejno "kropeczkami" w różnych odcieniach fioletu/różu. Wykorzystałam do tego lakiery z Vipery z kolekcji Creation o numerach 20 i 23 oraz zakupiony "na jeden raz" tani lakier za 3zł (Lemax Colour). Osobiście uwielbiam lakiery z Vipery. Mają bardzo szeroką i ciekawą gamę kolorów. Większość posiada minidrobinki, dzięki czemu paznokcie pięknie błyszczą. Cena jest również przystępna, a na dodatek okazało się, że mogę je dostać także w małej drogerii niedaleko domu :) Czego chcieć więcej?
Powodzenia,
Justine
9 maja 2012
Letnie odcienie: zieleń!
Hej!
Z oknami już od dawna wiosennie. Wszystko się zazieleniło, więc czemu nie przenieść odrobiny zieleni na pazurki? Tym bardziej że jej wszelkie odcienie, w szczególności "mięta" są w tym sezonie bardzo modne:) Trzeba jednak zaznaczyć, że jest ona odcieniem bardzo względnym, bo jak się okazuje każdy widzi ją inaczej :) Dziś chciałabym pokazać Wam kilka moich skarbów, które były drogą do znalezienia "prawdziwej mięty" :)
Vollare Cosmetics, Da Vinci, nr 403
Ten lakier kupiłam dość dawno.Od początku mnie urzekł i jak się okazało na paznokciach wygląda jeszcze lepiej. Na zdjęciu wydaje się raczej niebieski lecz w rzeczywistości jest to piękny turkus. Mogłyście zobaczyć go już m.in. w "Rokoko na turkusie":) Jak na tak tani lakier (ok.3zł/10ml) jest też dość trwały i bardzo dobrze kryje. Jedynym minusem jest to, że prawdopodobnie bardzo trudno go dostać. Mi też wpadł w ręce przez przypadek i nigdy więcej go w sklepie nie widziałam :) Być może jednak Internet mógłby to załatwić :) Jeżeli chodzi o numer lakieru to nie potrafię określić go dokładnie. Na naklejce widnieje 403 i to prawdopodobnie jest to :) Jeżeli jednak uda Wam się go zdobyć to zdecydowanie polecam!
Simple Beauty, Pastel, nr 401
Ten lakier był pierwszym, który zakupiłam w poszukiwaniu "mięty". Teraz, gdy mam już porównanie z innymi odcieniami, nazwałabym go raczej "jasną miętą". Ogólnie jestem z niego zadowolona. Nie jest drogi (zapłaciłam ok.6zł/8ml) i ma ładny połysk dzięki mikrodrobinkom :) Jedyną wadą jest to, że nie kryje zbyt dobrze i wymaga nałożenia ok.3 warstw, aby uzyskać pożądany kolor. Nie przekreślam jednak "SB", gdyż bardzo sobie cenię ich produkty :) Niezła jakość w dobrej cenie.
Vibo, Lovely, Color Mania, nr 397
Zakupiony w Rossmannie lakier z Wibo niestety trochę mnie rozczarował. Miałam nadzieję na soczysty, limonkowozielony kolor (tak określiłabym ten odcień). Lakier, według mnie, jest jednak zbyt rzadki, by zachwycić głębią koloru. Być może kiedyś postaram się o maksymalną precyzję i wystawię swoją cierpliwość na próbę i spróbuje zrobić to wolniej i dokładniej. Może się uda :) Pocieszeniem jest to, że lakier nie kosztuje kroci (chyba ok.6zł/9ml).
Wibo, Express growth, nr 390
Kolejny lakier z Wibo kupiłam w komplecie z opisanym wyżej. Ten jednak mnie nie zawiódł :) Piękny kolor zielonej trawy, choć też wymaga precyzyjnego nałożenia. Koszt ok.5 zł/8,5ml. Miałam i nadal mam kilka lakierów z tej serii Wibo i z czystym sumieniem mogę je polecić. Zdecydowanie zachęca także duży wybór kolorów :)
Flormar, Pretty, nr 22
Marka Flormar pojawiła się na polskim rynku w 2009 roku. Ja jednak zetknęłam się z nią po raz pierwszy, trafiając na nowo otwarte stoisko w centrum handlowym. Plakat "2+1 gratis" zdecydowanie zachęcał, jednak postanowiłam "na próbę" kupić narazie jeden. Kolor okazał się strzałem w dziesiątkę! Na zdjęciu wygląda raczej na odcień niebieskiego, jednak z rzeczywistości odpowiada mojemu "wyobrażeniu" koloru miętowego :) Do tego idealnie kryje. Myślę, że gdybym postarała się bardziej, jedna warstwa jest już w miarę zadowalająca. Do tego cena: 6zł/6ml, także nie jest wygórowana. Dostępne są też większe buteleczki za niecałe 12zł. Myślę więc, że kolor będzie pojawiał się często na moich pazurkach i że nie jest to ostatni zakup marki Flormar :)
Pozdrawiam,
Justine
Z oknami już od dawna wiosennie. Wszystko się zazieleniło, więc czemu nie przenieść odrobiny zieleni na pazurki? Tym bardziej że jej wszelkie odcienie, w szczególności "mięta" są w tym sezonie bardzo modne:) Trzeba jednak zaznaczyć, że jest ona odcieniem bardzo względnym, bo jak się okazuje każdy widzi ją inaczej :) Dziś chciałabym pokazać Wam kilka moich skarbów, które były drogą do znalezienia "prawdziwej mięty" :)
Vollare Cosmetics, Da Vinci, nr 403
Ten lakier kupiłam dość dawno.Od początku mnie urzekł i jak się okazało na paznokciach wygląda jeszcze lepiej. Na zdjęciu wydaje się raczej niebieski lecz w rzeczywistości jest to piękny turkus. Mogłyście zobaczyć go już m.in. w "Rokoko na turkusie":) Jak na tak tani lakier (ok.3zł/10ml) jest też dość trwały i bardzo dobrze kryje. Jedynym minusem jest to, że prawdopodobnie bardzo trudno go dostać. Mi też wpadł w ręce przez przypadek i nigdy więcej go w sklepie nie widziałam :) Być może jednak Internet mógłby to załatwić :) Jeżeli chodzi o numer lakieru to nie potrafię określić go dokładnie. Na naklejce widnieje 403 i to prawdopodobnie jest to :) Jeżeli jednak uda Wam się go zdobyć to zdecydowanie polecam!
Simple Beauty, Pastel, nr 401
Ten lakier był pierwszym, który zakupiłam w poszukiwaniu "mięty". Teraz, gdy mam już porównanie z innymi odcieniami, nazwałabym go raczej "jasną miętą". Ogólnie jestem z niego zadowolona. Nie jest drogi (zapłaciłam ok.6zł/8ml) i ma ładny połysk dzięki mikrodrobinkom :) Jedyną wadą jest to, że nie kryje zbyt dobrze i wymaga nałożenia ok.3 warstw, aby uzyskać pożądany kolor. Nie przekreślam jednak "SB", gdyż bardzo sobie cenię ich produkty :) Niezła jakość w dobrej cenie.
Vibo, Lovely, Color Mania, nr 397
Zakupiony w Rossmannie lakier z Wibo niestety trochę mnie rozczarował. Miałam nadzieję na soczysty, limonkowozielony kolor (tak określiłabym ten odcień). Lakier, według mnie, jest jednak zbyt rzadki, by zachwycić głębią koloru. Być może kiedyś postaram się o maksymalną precyzję i wystawię swoją cierpliwość na próbę i spróbuje zrobić to wolniej i dokładniej. Może się uda :) Pocieszeniem jest to, że lakier nie kosztuje kroci (chyba ok.6zł/9ml).
Wibo, Express growth, nr 390
Kolejny lakier z Wibo kupiłam w komplecie z opisanym wyżej. Ten jednak mnie nie zawiódł :) Piękny kolor zielonej trawy, choć też wymaga precyzyjnego nałożenia. Koszt ok.5 zł/8,5ml. Miałam i nadal mam kilka lakierów z tej serii Wibo i z czystym sumieniem mogę je polecić. Zdecydowanie zachęca także duży wybór kolorów :)
Flormar, Pretty, nr 22
Marka Flormar pojawiła się na polskim rynku w 2009 roku. Ja jednak zetknęłam się z nią po raz pierwszy, trafiając na nowo otwarte stoisko w centrum handlowym. Plakat "2+1 gratis" zdecydowanie zachęcał, jednak postanowiłam "na próbę" kupić narazie jeden. Kolor okazał się strzałem w dziesiątkę! Na zdjęciu wygląda raczej na odcień niebieskiego, jednak z rzeczywistości odpowiada mojemu "wyobrażeniu" koloru miętowego :) Do tego idealnie kryje. Myślę, że gdybym postarała się bardziej, jedna warstwa jest już w miarę zadowalająca. Do tego cena: 6zł/6ml, także nie jest wygórowana. Dostępne są też większe buteleczki za niecałe 12zł. Myślę więc, że kolor będzie pojawiał się często na moich pazurkach i że nie jest to ostatni zakup marki Flormar :)
Pozdrawiam,
Justine
Subskrybuj:
Posty (Atom)


