30 czerwca 2012

Wyniki konkursu :)

Witajcie,

wczoraj wieczorem zostały ogłoszone wyniki konkursu "Neonowy zawrót głowy" organizowanego przez portal pomaderia.pl, o którym pisałam już wcześniej. Spieszę więc, by się pochwalić, gdyż dopiero niedawno zaczęłam brać udział w jakichkolwiek konkursach (ten był moim pierwszym) i od razu udało się coś wygrać:) Moje neonowo-kolorowe paznokcie zostały wyróżnione i już niedługo powinna dotrzeć do mnie nagroda. Niestety, nie udało się znaleźć w ścisłej trójce, która została nagrodzona zestawem lakierów Orly Feel The Vibe Mini Kit, lecz cieszy mnie sam fakt, że ktoś dostrzegł moją "twórczość". Za jakiś czas powinien więc dotrzeć do mnie krem Orly Rich Renewal, który na pewno Wam zrecenzuję;)

Źródło: http://pomaderia.pl/orly/produkt/177,orly-rich-renewal

Konkursowe paznokcie mogłyście zobaczyć tu: Neonowy zawrót głowy!. Moją i inne nagrodzone prace można podziwiać także na stronie http://pomaderia.pl/news/1186,neonowy-zawrot-glowy?page=1

Cieszę się, że się udało i gratuluję pozostałym nagrodzonym:)

Justine

29 czerwca 2012

Essence Fruity nr 04 One kiwi a day...

Do zakupu kolejnego lakieru z Essence podeszłam z dystansem. Zanim udałam do kasy dość długo stałam przy szafie i zastanawiałam się czy oby na pewno. Po ostatnich doświadczeniach z lakierami z serii Marble nie wiedziałam, czy potrzebuję kolejnego lakieru, który niestety będę musiała odstawić gdzieś daleko. Jak jednak przekonałam się wiele razy, lakier lakierowi nierówny, nawet jeśli chodzi o tego samego producenta. Nie mogłam też powstrzymać się przed tymi wspaniałymi letnimi kolorami :) Na początku nie wiedziałam na który się zdecydować, ale w ostateczności wybrałam One kiwi a day... Strzał w dziesiątkę!

Jaśniutka, soczysta zieleń z ciemniejszymi drobinkami, które faktycznie przypominają orzeźwiający koktajl z owoców kiwi :) Jak wiele lakierów z Essence także ten jest niestety bardzo rzadki. W związku z tym nie kryje zbyt dobrze, ale trzy warstwy dają piękny efekt. I co ważne, szybko schnie. Zauważyłam też, że w środku buszują dwie ciemne kuleczki, których zadaniem jest prawdopodobnie mieszanie drobinek, których większość osiada na dnie.

Idealny kolor na ciepłe dni, które zbliżają się wielkimi krokami :) Jestem bardzo zadowolona! Polecam!




Justine

28 czerwca 2012

Black & White

Nic tak dobrze i skutecznie nie poprawia humoru jak nowy manicure :) Chęci na zmiany przyszły jednak wieczorem i już od samego początku wiedziałam, że będę miała problem ze zrobieniem zdjęć przy sztucznym świetle (z góry więc przepraszam za ich jakość). Postanowiłam więc choć trochę przechytrzyć mój aparat, aby za bardzo Was nie okłamał, i pomalowałam pazurki na biało-czarno! W końcu biały zawsze będzie białym, a czarny - czarnym :) I już nawet bez znaczenia jest teraz jakich użyłam lakierów. Może to być w zasadzie jakikolwiek biały i jakikolwiek czarny, byle tylko Wam się podobało.
Zdjęcia robione przy sztucznym świetle, bez lampy:) Motylki pochodzą z naklejek Essence french glam (nie jestem pewna, czy te zestawy mają jakąś numerację, ale prawdopodobnie tak. U mnie widnieje 03-nothing but french ;p)



Justine

27 czerwca 2012

Czy wiecie, że mamy dziś...Światowy Dzień Rybołówstwa?

Hej!

Postanowiłam rozpocząć na blogu cykl tzw. śmiesznych i nietypowych świąt, o których większość z nas nawet nie ma pojęcia :) Wiedziałyście, że mamy dziś Światowy Dzień Rybołówstwa? Nie? A ja się dowiedziałam i postanowiłam z tej okazji przygotować coś "odświętnego":) Oto, co zmalowałam:




Na samym początku paznokcie pokryłam bazą. Następnie naniosłam warstwę białego lakieru Simple Beauty mini nr 234, na którym znacznie lepiej prezentują się kolory. Może to być oczywiście dowolny biały lakier. Kolejnym krokiem było zrobienie turkusowo-niebiesko-granatowego ombre. Ja użyłam do tego lakierów Da Vinci i Safari, które mają dość pokaźną gamę kolorystyczną, a kosztują zaledwie 3zł ;)


Następnie na zaschniętej już "wodzie" domalowałam wodorosty w kolorze czarnym i zielonym (lakiery Da Vinci i Ingrid Ice Cube nr 404).


Dodałam też kilka turkusowych bąbelków wykonanych lakierem Sequined Turquoise z Avonu, a kiedy wyschły uzupełniłam je białymi kropkami pośrodku, aby były bardziej widoczne (użyłam do tego lakieru, który pokazywałam już wiele razy - Vipera Creation nr 4, gdyż jest bardziej kryjący niż wspominany już Simple Beauty). Przy robieniu kropek, gdy chcemy uzyskać efekt bąbelka, warto przycisnąć nieco mocnej, aby w środku pozostała dziurka :) Efekt będzie o wiele lepszy. Z racji tego, że to dzień rybołówstwa, nie mogło zabraknąć rybek. Te nie wyszły mi najlepiej, ale starałam się jak mogłam! Narysowałam więc ich kontur czarnym lakierem przy pomocy długiego pędzelka do zdobień, a całość wypełniłam złotym lakierem z brokatem Simple Beauty nr 154. Brzegi wodorostów ozdobiłam jeszcze lakierem z Essence Colour&Go nr 04 Space Queen, czego niestety nie widać na zdjęciach:)


Efekt jest wspaniały, jestem bardzo zadowolona, choć na zdjęciach wszystko jak zwykle prezentuje się inaczej niż w rzeczywistości;)


Co myślicie o takim świętowaniu? :)

Pozdrawiam,

Justine

25 czerwca 2012

Poniedziałkowe SPA, czyli co robi studentka po sesji :)

Witajcie!

Wczoraj napisałam swój ostatni egzamin, więc dziś mogę powiedzieć, że oficjalnie zaczynam WAKACJE! :) Pogoda za oknem nie sprzyja jednak wojażom i wypoczynkowi nad wodą, więc od rana leniuchuję w domu. Zawsze jednak staram się połączyć przyjemne z pożytecznym, dlatego też postanowiłam wziąć się za swoje dłonie i paznokcie, które wołały o pomoc od dłuższego czasu. Postanowiłam przygotować sobie małe, domowe SPA :)

Na początek, po zmyciu lakieru, zapewniłam moim pazurkom kąpiel z łyżką sody i sokiem z cytryny. Oba składniki mają właściwości wybielające, co może okazać się szczególnie przydatne dla tych z Was, które często używają ciemnych lakierów i po pewnym czasie skarżą się na żółknięcie płytki. Przy okazji dodałam też kilka kropel wit.E. Wpływa ona korzystnie na poprawę stanu skóry, dlatego też mam nadzieję, że pomoże mi uporać się ze skórkami i wzmocni paznokcie.


Postanowiłam też w końcu się ujawnić i pokazać Wam jak wyglądają moje pazurki bez jakiejkolwiek ingerencji, po zmyciu lakieru. Ostrzegam, że widok może być niezbyt zachęcający, ale na pewno wyeksponuje efekt końcowy :)


Jak widać płytka doczekała się już lekkiego pożółknięcia, choć i tak przed każdym malowaniem nakładam na nią bazę, lub inny preparat, aby kolorowy lakier bezpośrednio do niej nie przylegał. Nie wiem, czy coś więcej mogę na to poradzić. Taka widocznie uroda moich paznokci :) W tak przygotowanej kąpieli moczyłam pazurki 15 minut, masując je od czasu do czasu plasterkami cytryny.


Po 15 minutach nałożyłam na całe dłonie Peeling parafinowy z mikrogranulkami Ziaja Pro, przeznaczony specjalnie do pielęgnacji dłoni. Zgodnie z instrukcją przez ok. 5 minut wykonywałam nim delikatny masaż, który pomógł wygładzić dłonie. Szczególną uwagę zwróciłam na skórki i samą płytkę, by usunąć z niej narastający oskórek. Nie musimy się martwić o płytkę, bowiem peeling jest naprawdę bardzo drobny i delikatny, wbrew temu, co możemy przeczytać na opakowaniu. Dodam jeszcze, że zawsze nakładam go na lekko wilgotne dłonie, a kiedy zaczyna wysychać - zmywam, bowiem po dłuższym tarciu można zwyczajnie przesadzić :)



Po krótkim masażu na dłonie nałożyłam maskę do rąk i paznokci z tej samej serii. Zgodnie z instrukcją maska powinna być po 15 minutach wmasowana w dłonie, jednak mi nigdy to nie wychodzi. Jej nadmiar usuwam zawsze po kilkunastu minutach papierowym ręcznikiem. Czasami, gdy stosuję ją na noc, zakładam po prostu bawełniane rękawiczki.




Zarówno peeling jak i maska mają dość przyjemny zapach, który utrzymuje się na dłoniach nawet do kilku myć z użyciem mydła :)

Żeby do końca usunąć niechciane zadziorki przy paznokciach nałożyłam na nie żel do usuwania skórek z firmy JOKO, po czym odsunęłam je lekko patyczkiem i wycięłam cążkami.


Wbrew zasadzie "co za dużo to niezdrowo" postanowiłam jeszcze zastosować olejek do paznokci z keratyną i wit. E Simple Beauty :)


Po wmasowaniu olejku w paznokcie i skórki zmyłam go ciepłą wodą, bo jak wiadomo przed malowaniem pazurki powinny być dokładnie odtłuszczone. Jak przed każdym malowaniem pokryłam je następnie preparatem proteinowo-krzemowym (także z JOKO), który stosuję od dłuższego czasu. Wydaje mi się, że moje paznokcie są po nim zdecydowanie mocniejsze.


Po wszystkich opisanych wyżej "zabiegach" moje pazurki wyglądały mniej więcej tak (choć nie są idealne to na pewno wyglądają o wiele lepiej niż na zdjęciu na początku :)):


Bardzo dawno nie miałam zwyczajnego frencha, więc aby sprawdzić, czy nie wypadłam z wprawy postanowiłam zdecydować się na ten klasyczny, zawsze modny i piękny manicure, który nadaje się niemal na każdą okazję od manicure'u codziennego do ślubnego.
A oto efekt końcowy :) :



Do wykonania manicure użyłam oczywiście moich ulubionych kolorków z Vipery:


A co Wy o tym sądzicie? :)


Justine

P.S. A może Wy macie jakieś sprawdzone, domowe sposoby na pielęgnację dłoni i paznokci? :)

24 czerwca 2012

Catrice nr 840, Genius In The Bottle

Czasami stojąc przed szafą w drogerii nie wiem, który lakier powinnam wybrać, bo wydaje mi się, że większość odcieni już mam :) Na szczęście trafiłam na Catrice. Do tej pory nie korzystałam z lakierów tej firmy, więc postanowiłam spróbować i przy okazji kupiłam coś, czego jeszcze nie miałam :) Popatrzcie:


Kolor od razu rzucił mi się w oczy, a zdjęcie wręcz idealnie go odwzorowuje. Takie kameleonowe złoto :) Po nałożeniu na paznokcie niestety nie wygląda tak jak w buteleczce, ale złoto jest zadowalające. Nie zostawia smug, jak wiele lakierów tego typu. Jedyną rzeczą, która może przeszkadzać jest dość szeroki pędzelek. Wolę węższe, które dotrą w każdy zakamarek;)


Dodam, że było mi bardzo trudno zrobić jakiekolwiek zdjęcie, a to powyżej jest naprawdę jednym z lepszych, choć i tak złoto oślepia :) Pomyślałam więc, że dobrze byłoby je jakoś zneutralizować. Wygrzebałam więc z pudła dawno nieużywany pękacz z Wibo i wyszło zupełnie przyzwoicie, choć... wykonałam kilkadziesiąt zdjęć zanim udało się zrobić to :)


Czy pękacze są jeszcze w ogóle modne? :)

Justine

Maybelline New York: my Varnish nr 265

Chcąc wzbogacić i urozmaicić moją paletę czerwieni postanowiłam skusić się na lakier Maybelline z kolekcji my Varnish o numerku 265. Wyglądał dość zachęcająco m.in dzięki brokatowi, który sprawiał wrażenie mało nachalnego, a jednocześnie nadawał pięknego połysku. Próbowałam zrobić mu jak najlepsze zdjęcie, a to poniżej, po lekkiej obróbce, chyba najlepiej odwzorowuje to, o czym piszę ;)


Niestety, o ile drobinki wyglądają ładnie, o tyle kolor lakieru nie do końca  mi się spodobał. Jak widać na zdjęciu jest on w odcieniu czerwonym z zabarwieniem różowego, co w ostateczności daje kolor trudny do zinterpretowania. Taki jasny buraczkowy ;) Może po trzech warstwach byłby ciemniejszy. Wiele do życzenia pozostawia też samo krycie, bowiem nawet po dwóch warstwach oglądając paznokcie "pod światło" widać prześwity. Nie wdając się jednak w szczegóły z daleka wygląda w porządku ;) Niekoniecznie podoba mi się także konsystencja, która jest dość rzadka i przy mniejszej ostrożności może doprowadzić do zalania skórek. Plusem może być to, że lakier stosunkowo szybko schnie i ładnie błyszczy. Warto jednak dodatkowo pokryć go top coatem, już nie tylko dlatego, aby przedłużyć trwałość, ale też dla wydobycia głębi koloru i wyrównania lekko chropowatej powierzchni. Na pazurkach prezentuje się tak (bez top coatu):



Być może niektórym kolor przypadnie do gustu, jednak ja po recenzowanej już przeze mnie wcześniej mini Coloramie (klik) spodziewałam się czegoś więcej :)

A Wam jak się podoba?

Justine
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Udostępnij: