Dzisiaj znów w godzinach wieczornych, ale (nie)stety w ciągu dnia czasami brakuje mi czasu ;) Chwaliłam się już wcześniej, że zdecydowałam się na poprowadzenie własnej, paznokciowej działalności i na chwilę obecną mogę powiedzieć, że jestem wystarczająco zadowolona jak na początek ;) Z dnia na dzień mam coraz więcej klientek, które nie szczędzą mi miłych słów - to najbardziej motywuje do działania i dalszego rozwoju :)
Dziś chciałabym pokazać Wam zdobienie, które na komputerze zalega już blisko rok (zdjęcia robiłam 11 grudnia 2014) ;) Nie byłam pewna tego, czy powinnam je opublikować, raz mi się podobało, raz nie... i choć nadal widzę niedoróbki i wiem, że teraz mogłabym wykonać je sto razy lepiej, to i tak je pokażę ;) A może jeszcze zdecyduję się je kiedyś powtórzyć i będzie dobre porównanie jak można poprawić się przez rok jeśli tylko się ćwiczy? :)
Bazą zdobienia jest przepiękna zieleń Harmony, którą w całej okazałości możecie podziwiać w poście o jesienno-zimowej kolekcji KOBO. Wzory zostały namalowane złotą farbką akrylową :)
Zdobienie miało być trochę eleganckie i takie chyba też w ostateczności wyszło ;) Lubicie takie zestawienia? :)
Dziś kolejne zdobienie na Halloween, które jest zupełnym dziełem przypadku... i choć może wyglądać na mozolną pracę to jest w zasadzie bardziej psuciem niż tworzeniem ;) Dlaczego? Zapraszam na zombie nails ;)
Bardzo lubię beże na pazurkach. Nie bez powodu więc kolor ten znów wylądował na moich paznokciach. Jest to jednocześnie lakier, który chcę pokazać Wam jeszcze w osobnym poście, a więc po pomalowaniu zabrałam sie za jego fotografowanie... Po skończonej pracy przypadkiem uderzyłam, jak się okazało, nie do końca zaschniętym paznokciem w biurko. I co? W lakierze zrobiła się dziura :p Był on na zewnątrz suchy, ale jeszcze niezupełnie utwardzony ;) A że fanką serialu The Walking Dead jestem i temat zombie jest mi dość dobrze znany, wpadł mi do głowy pomysł zrobienia nieco przegniłych, poranionych paznokci :p
Na zgęstniałym, ale nie do końca utwardzonym lakierze zrobiłam więc dziury przy pomocy drewnianego patyczka. Porozciągałam je tak, aby były pomarszczone, nie ściągając oczywiście nadmiaru lakieru. Im gorzej ta dziura wyszła - tym lepiej ;) Następnie sięgnęłam po czarną farbę akrylową, którą te dziury wypełniłam, nadając im wyglądu zgnilizny :p Całość uzupełniłam czerwoną farbą, która znalazła się zarówno w dziurach, jak i wokół, imitując krew. Oczywiście im mniej precyzyjnie, tym efekt o wiele lepszy. Na koniec bardzo delikatnie "zachlapałam" paznokcie farbką, którą odbiłam sobie na opuszku. Jak widzicie znalazła się ona także na palcach ;) Ze względu na to, że farbka zrobiła fenomenalny efekt, kiedy wyschła (robi się matowa, a lakier pozostał lekko błyszczący), nie pokrywałam jej już topem. Nie zależało mi jednak na tym, aby manicure się utrzymał. Jeżeli jednak miałyby być to paznokcie np. na halloweenową imprezę dobrze byłoby pokryć je topem, aby farba nie zmyła się pod wpływem wody ;)
Jak się podoba? ;) Na żywo wyglądało całkiem dobrze (o ile takie zdobienia można nazwać dobrymi :p)
No dobrze. Ostatnio trochę mnie poniosło i napisałam na FB, że opublikowałam 500 post ;) Nieprawda. Miałam w zanadrzu dwa posty robocze, które też zostały policzone, więc właśnie dzisiejszy jest tym 500 :) Muszę przyznać, że sporo tego, choć na pewno mogłoby być więcej (obijam się trochę ostatnio ;))
Zdobienie, które dziś chcę Wam pokazać powstało na potrzeby konkursu "Walka na zdjęcia: Jesienne wariacje", organizowanego przez NailPro :) Dzięki temu, że regulamin konkursu przewidywał nadsyłanie także opublikowanych już zdjęć, przesłałam swoje zeszłoroczne jesienne liście, które widnieją m.in. w nagłówku ;) Chciałam jednak stworzyć też coś nowego, a więc sięgnęłam po kolejny, jesienny motyw - jarzębinę. Z pewnością namalowałabym coś jeszcze (bo można było zgłosić aż 5 prac), ale niestety czas mi na to nie pozwolił ;) Zapraszam więc do obejrzenia zdjęć z moimi kolorowymi jarzębinami :)
Paznokcie pomalowałam trzema cienkimi warstwami lakeru Sensique French 136 Honey, który dał mi piękną, mleczną i neutalną bazę pod zdobienie. Następnie (kiedy lakier wysechł) gąbeczką do makijażu wykonałam żółto-pomarańczowe cieniowanie, które pokryłam lakierem Golden flakies top coat od My Secret. Nadał on całości piękną, jesienną, połyskującą poświatę - dość dobrze widoczną na zdjęciach i oczywiście w rzeczywistości :) Cała reszta to zasługa farbek akrylowych, którymi namalowałam motyw jarzębiny, gałązek i listków. Co Wy na to?
Malując ten jesienny wzorek mój K. zapowiedział mi już, że bez filmiku się nie obejdzie ;) Zapraszam Was więc na krótką prezentację zdobienia wśród ostatnich promieni zachodzącego, jesiennego słońca ;)
Jeżeli spodobało się Wam moje jesienne zdobienie, zachęcam do głosowania na tę właśnie pracę na stronie Nailpro ;) Wystarczy wejść w link: Walka na zdjęcia, na czarnym pasku kliknąć "Galeria", a następnie przejść na stronę 4. Aby moje prace zakwalifikowały się do kolejnego etapu, w którym wybierać będzie jury, muszą zdobyć minumum 40 "lajków". Jak widzicie, jesienne listki z ubiegłego roku mają już wystarczającą liczbę głosów (choć nadal można głosować;)), jarzębinie natomiast trochę jeszcze brakuje ;) Zachęcam więc do głosowania właśnie na nią ;) Można oddać jeden głos dziennie ;) Z góry bardzo Wam dziękuję ;)
Zapraszam do odwiedzania "Z pazurkiem" na Facebooku :)
Dziś kolejne, jesienne nowości, tym razem z szafy My Secret. Wiosną zachwyt wielu lakieromaniaczek wzbudziła szóstka lakierów matowych Chalky. Rzeczywiście było na czym "zawiesić oko", bowiem efekt jaki dawały był niesamowity ;) Jeżeli chciałybyście wrócić do ich recenzji to zapraszam: White-Blue, Pink-Violet, Black-Red. W nowym sezonie marka kusi nas żywymi kolorystycznie seriami Wax Matt oraz Gel Effect. Na pierwszy ogień poszły u mnie dwa odcienie Wax - nile blue oraz baby blue.
Numerki 252 i 253 to dwa, dość tradycyjne odcienie niebieskości. Pierwszy to zgaszony granat, który od razu w czasie malowania skojarzył mi się z odcieniem ciemnego jeansu. Drugi to z kolei dość intensywny błękit, który śmiało można określić modrym. Ich wyjątkowość polega głównie na woskowym wykończeniu. Osobiście wykończenie to kojarzy mi się z czasami, gdy na rynku pojawiały się matowe lakiery i top coaty, które nigdy nie dawały efektu takiego, jaki bym oczekiwała. Pamiętam moje pierwsze top coaty, które zawsze dawały mi raczej wykończenie satynowe, a nie matowe. Jest ono niemalże identyczne jak to, które oferuje nam teraz My Secret w serii Wax Matt. Lakier jest lekko matowy i faktycznie przypomina zaschnięty wosk. Lakiery bardzo dobrze kryją i już po pierwszej warstwie możemy otrzymać zadowalający efekt. Ja jednak, z przyzwyczajenia, zawsze nakładam dwie i tak też pomalowałam pazurki do poniższych zdjęć. Nile blue oraz baby blue mają fajną konsystencję i na szczęście jest ona rzadsza niż przy Chalky Matt, dzięki czemu unikamy smug. Do malowania pokryłam płytkę bazą, więc przebarwień nie zauważyłam. Wy także pamiętajcie o bazie przy niebieskościach, bo lubią płatać figle ;)
I jeszcze delikatne, choć trochę wymagające zdobienie ;) Serdeczny paznokieć pokryłam delikatną, cienką krateczką, namalowaną farbką akrylową, którą następnie wypełniłam kropeczkami w odcieniach nile blue i jednym, połyskującym sreberkiem ;) Wyglądało całkiem nieźle ;) Na paznokciu ze zdobieniem, możecie zobaczyć także efekt, który uzyskałam dzięki mojemu pierwszemu matującemu top coatowi Matt finish od Pierre Rene - prawda, że prawie nie widać różnicy? ;)
Jak podoba się Wam zdobienie? ;) Z daleka wyglądało trochę jak skórka węża :p A może któryś z lakierów bardziej spodobał się Wam solo? :) Buteleczkę o pojemności 10 ml możecie znaleźć w Drogeriach Natura za 6,99 zł.
Nie, nie, nie... Nie mam zamiaru tym wpisem powiedzieć Wam, że zostałam wegetarianką, ani też namawiać Was do zmiany trybu życia :) Nie wyobrażam sobie bezmięsnego życia, choć bardzo szanuję osoby, które decydują się na wegetariański/wegański tryb życia ;)
Dzisiejszy post będzie małym powrotem do tradycji postów o świętach nietypowych, czy też takich, o których nie wiemy lub na co dzień nie pamiętamy ;) A nie wiem czy wiecie, że mamy dziś właśnie Międzynarodowy Dzień Wegetarianizmu, a na dokładkę także Światowy Dzień Wegan. Do tego też będzie nawiązywało zdobienie na moich pazurkach ;)
Nie wiem dlaczego (mam nadzieję, że wegetarianie, którzy to zobaczą się nie pogniewają), ale pierwsze, co przyszło mi na myśl to... marchewka :p Z resztą już dawno miałam ochotę na wypróbowanie tego wzoru, a nie było okazji. Tym razem był to strzał w 10! :) Do wykonania zdobienia użyłam białego lakieru Essense the gel #33 wild white waysoraz żywej pomarańczki My Secret, o której na pewno napiszę jeszcze w innym poście. Marcheweczki zostały namalowane pomarańczową i brązową farbką akrylową Eclair z dodatkiem "pierwszego lepszego" zielonego lakieru, który wpadł mi w ręce ;) Całość pokryta matowym top coatem My Secret (który przypomina raczej satynę), dla podkreślenia nieco kreskówkowego efektu. Poszło szybko, bez problemu, a wzór naprawdę fajnie się prezentował :)
I jak Wam się podoba? Marcheweczki na środkowym paznokciu wyszły chyba całkiem przyzwoicie, nie? ;)
Wszystkim wegetarianom i weganom z okazji ich święta życzę przede wszystkim wytrwałości w swoich postanowieniach i siły w rozmowach z nie-wegetarianami (przy okazji przesyłam buziaki mojej ulubionej koleżance-wegetariance Oliwii :*)! A Wy? Jesteście lub próbowałyście być wege? :)
Zapraszam też do polubienia "Z pazurkiem" na Facebooku :)
Wczoraj miałyście okazję poczytać o pięknej, głębokiej zieleni od Deni Carte, a dziś chciałabym pokazać Wam zdobienie, do którego mnie ta zieleń natchnęła ;) Trzeba przyznać, że jest ona bardzo ozdobna, dzięki swoim pięknie mieniącym się drobinkom. Wykorzystując to, postanowiłam zmyć dwa środkowe pazurki i nadać jej jeszcze więcej szyku. Palce środkowy i serdeczny pokryłam więc jasnym turkusem Sea Green od My Secret, który fajnie współgrał z odcieniem Deni Carte. Następnie dodałam kilka dość pokaźnych kropli ciemnej zieleni i złota, także od Deni Carte (Sparkling nr 32) w taki sposób, aby były w miarę wypukłe. Następnie obrysowałam je czarną farbką akrylową i połączyłam ze sobą. Nie był to jakiś konkretny zamysł i jak widzicie, wyszło dość "frywolnie" ;) Nie wiem czemu, ale skojarzyło mi się to z zieloną biżuterią... :) I nie chwaląc się zbytnio - byłam tym zdobieniem zachwycona ;)
Przepraszam za to, że zdjęcia są mało wyraźne, ale mój aparat ostatnio szaleje i podczas gdy na wyświetlaczu wszystko wygląda pięknie, po zrzuceniu na komputer okazuje się, że jest zupełnie inaczej... :/
Lato w pełni (wiem, że do kalendarzowego jeszcze trochę, ale jest tak ciepło, że trudno myśleć inaczej), więc pora myśleć o pazurkach w fajnych, letnich kolorach. Wiele marek wypuszcza teraz na rynek mnóstwo świetnych kolekcji, w których z pewnością niejeden lakier potrafi przykuć uwagę ;) Dziś chciałabym pokazać Wam trzy lakiery marki Essence (tak, od razu trzy, ale wiem już, że z pewnością wrócę do nich także w innych zestawieniach:)) razem ze zdobieniem :) Będą to zieleń #25 prince charming, biel #33 wild white ways oraz szarość #37 serendipity.
Lakiery do paznokci z serii the gel to system, który ma zapewnić nam idealnie błyszczące paznokcie, przypominające efekt paznokci hybrydowych/żelowych, jednak bez konieczności używania lampy. W ofercie Essence znajduje się aż 46 bardzo różnorodnych kolorów, zarówno typowo wiosennych, jak i ciemniejszych, które przydadzą się także do jesienno-zimowych stylizacji. Warto dodać, że kolekcja the gel to także bardzo różne wykończenia, od kremów, przez shimmery i glittery, aż do matów. Wszystkie kolory możecie zobaczyć m.in. tu: nowe produkty.
Lakiery zamknięte są w dość charakterystycznej buteleczce, kształtem przypominającej klepsydrę. Kolory zakrętek są idealnie dopasowane do koloru lakieru wewnątrz, co może być dodatkowym ułatwieniem w poszukiwaniu interesującego nas koloru. Co ważne, przy zakręcaniu buteleczki usłyszymy cichy "klik", będący zasługą specjalnej wypustki na gwincie, który zapewnia nas o dokładnym zabezpieczeniu zawartości ;) Na odwrocie buteleczki znajdziemy m.in. numerek i nazwę lakieru.
Lakiery the gel mają dość szerokie i płaskie pędzelki. Niestety moim zdaniem nie są zbyt poręczne w obsłudze, ponieważ pomimo tego, że są ścięte na okrągło i powinny dobrze dopasowywać się do kształtu paznokcia przy skórce, to czasami nie są przycięte idealnie, przez co jakiś włosek wystaje i utrudnia pracę ;) Zdecydowanie wolę pędzelki ścięte na prosto i węższe niż mój mały paznokieć (te są niemalże szerokości właśnie mojego najmniejszego paznokcia:)).
Przejdźmy do zawartości ;) Pierwszym z kolorów, które chcę pokazać Wam w dzisiejszym poście jest numer 25, czyli prince charming. "Czarujący książę" to pewnie nawiązanie do zieleni, która jednak w tym przypadku nie jest zielenią "żabią" ;) Mamy tu do czynienia raczej z bardzo jasnym, morskim odcieniem, który wzbogacony jest o połyskliwą, niebieską poświatę, widoczną także na paznokciu. Lakier fajnie się rozprowadza, choć jego konsystencja jest dość skoncentrowana. Pomimo tego, że jedna warstwa nie daje zadowalającego efektu, to dwie wyglądają już cudownie :)
Drugim odcieniem jest kremowa biel, czyli numer 33. Na nakrętce zauważyć możemy informację, iż jest to lakier-baza, przeznaczony do zintensyfikowania odcienia innych lakierów. Wiem, że w kolekcji znajduje się też inna biel - numer 01 - jednak niestety nie wiem czym oba lakiery się od siebie różnią, ponieważ nie mam porównania. Być może "dzikie białe drogi" (ciekawie wymawia się nawę "wild white ways"po angielsku :p) mają lepszą pigmentację? Tak czy inaczej na poniższych zdjęciach zobaczycie dwie warstwy, z których pierwsza pozostawia sporo prześwitów, jednak druga wyrównuje całość idealnie, dzięki czemu mamy piękną, błyszczącą, białą taflę. Wydaje mi się też, że lakier jest trochę rzadszy niż np. prince charming.
Trzeci kolor na dziś to mój ulubieniec z całej trójki - szary (a może jednak nie?) numer 37 serendipity. Przede wszystkim dość ciekawa jest tu sama nazwa, która, według cioci Wikipedii oznacza m.in. wyjątkową zdolność do dokonywania szczęśliwych odkryć przez przypadek lub podczas poszukiwania czegoś innego... Być może chodzi tu o małe złudzenie, które wywołuje odcień ;) Na pierwszy rzut oka mamy tu szarość. Z drugiej strony jeżeli przyjrzeć się jej bliżej można dostrzec jakieś tony beżu... fioletu... Trudno określić ;) Lakier ma zdecydowanie najprzyjemniejszą konsystencję z całej trójki i ta właśnie najbardziej mi odpowiada. Wydaje mi się także, że wśród swoich kolegów najbardziej wyróżnia się też przepięknym połyskiem, który wzmaga kremowe wykończenie. Trzeba przyznać, że rzadko zdarza się tak, aby lakiery tak pięknie błyszczały solo :) Zobaczcie same na zdjęciach poniżej :) (Wszystkie lakiery bez top catu!)
Przejdźmy do zdobienia :) Przygotowałam dla Was coś, co było w stanie połączyć trzy odcienie w jeden wzór. Zdecydowałam się na coś geometrycznego i moim zdaniem dość prostego :) Jedyną trudnością było uporanie się z malowaniem lakierami, ponieważ ostatnio najczęściej korzystam z farb i odzwyczaiłam się chyba od faktu, że lakiery wysychają szybciej ;) Szarość przyozdobiłam jasnozielonymi cyrkoniami Born Pretty Store. Zaletą tego mixu jest to, że na obu dłoniach możecie wykonać zdobienia na innych paznokciach a całość i tak będzie prezentować się dobrze :)
Spodobało mi się ostatnio nagrywanie dla Was tutoriali i mam nadzieję, że nie zabraknie mi motywacji do kolejnych filmików (i mojemu K. również!) ;) Zapraszam na tutorial :)